Jest już prawie połowa października. Większość 3-latków prawie od miesiąca uczęszcza do różnych placówek przedszkolnych. Niektóre dzieci zaadaptowały się szybko i teraz chodzą do swojego przedszkola z uśmiechem na twarzy. Inne ze względu na infekcje większość pierwszego miesiąca spędziły w domu i jeszcze nie zdążyły się do przedszkola przyzwyczaić. Są również dzieci, które z różnych względów do przedszkola w ogóle nie chcą chodzić. Moja córka, mimo że na początku wydawało mi się, że zdecydowanie należy do dzieci z pierwszej grupy, po tygodniu przygody z przedszkole oznajmiła, że do przedszkola już nie pójdzie. Jesteście ciekawi jak wyglądała u nas adaptacja do przedszkola w czasach, kiedy panuje koronawirus? Zapraszam na wpis.

Adaptacja do przedszkola a koronawirus – jak wyglądała u nas?
Dzień 1 – adaptacja z rodzicem. Czas pobytu w przedszkolu: 1 godzina
W ramach adaptacji organizowanej przez przedszkole odbyło się jedno godzinne spotkanie, podczas którego rodzice mogli być obecni w sali razem z dziećmi i to byłoby na tyle jeśli chodzi o adaptacje, która jak wiemy jest niezmiernie ważna dla dziecka.
Dzień 2 – Samodzielny pobyt w przedszkolu. Czas pobytu w przedszkolu: 2 godziny
W związku z tym, że przedszkole ze względu na sytuację epidemiologiczną, nie miało dłuższej adaptacji, postanowiłam, że córka w pierwszym tygodniu będzie chodzić do przedszkola na maksymalnie 3 godziny. Zaczynałam od 2 godzin stopniowo wydłużając czas pobytu mojego dziecka w przedszkolu. Córka za każdym razem w chodziła do przedszkola bez płaczu. Płacz pojawiał się dopiero przy odbiorze. Zazwyczaj wtedy, kiedy córka orientowała się, że nie ma rysunku, który dla mnie namalowała. Mało opowiadała o przedszkolu, a ja nie naciskałam.
Dzień 3 – Samodzielny pobyt w przedszkolu. Czas pobytu w przedszkolu: 2,5 godziny
Córka chciała zostać w przedszkolu krótko, nie chciała zostać na obiad, płacz przy odbiorze, z powodu rysunku. Córka w ten sposób najprawdopodobniej dawała upust emocjom, które kumulowały się w niej podczas pobytu w przedszkolu.
Dzień 4 – Samodzielny pobyt w przedszkolu. Czas pobytu w przedszkolu: 3 godziny
Córka nadal chciała zostać w przedszkolu, jak to mówiła „króciutko”, a ja podążałam za jej potrzebami i odbierałam ją wtedy, kiedy chciała, stopniowo wydłużając czas pobytu w przedszkolu.
Dzień 5 – Samodzielny pobyt w przedszkolu. Czas pobytu w przedszkolu: 3,5 godziny
Córka pierwszy raz nie płakała, kiedy odebrałam ją z przedszkola. Byłam przekonana, że to dzień przełomowy i córka od teraz będzie zostawać w placówce dłużej i chętniej.
Dzień 6 – Odmowa wejścia do sali
Zupełne zaskoczenie, niestety mało pozytywne. Córka, mimo że bez problemu wyszła z domu, radośnie weszła do budynku przedszkola i założyła kapcie, kiedy drzwi sali otworzyły się, odmówiła wejścia. Spędziłyśmy w szatni godzinę, po czym córka zdjęła kapcie i powiedziała, że wraca do domu, no i … do domu wróciła.
Następnego dnia córka odmówiła już wyjścia z domu, a kolejnego dostała kataru. Później pojawił się kaszel, a na koniec jeszcze zapalenie ucha, co spowodowało, że moja córka, nawet gdyby chciała, nie mogła do przedszkola pójść jeszcze przez długi czas.

Adaptacja do przedszkola a koronawirus i po adaptacji
A kiedy wyzdrowiała, powiedziała, że do przedszkola już nie pójdzie. Stwierdziła, że jest za mała i że pójdzie, jak urośnie. I do przedszkola już nie poszła. Po dłuższym czasie podała wiele racjonalnych argumentów, dlaczego podjęła taką, a nie inną decyzję o czym napiszę w kolejnym poście, ale dała mi jasno do zrozumienia, że przedszkole do którego ją zapisałam nie jest dla niej.
Wiele osób, powie, pozwoliłaś jej nie iść, już na pewno nigdy nie pójdzie, tak się nie robi. Możliwe, że tak, tego nie wiem. Nie jestem jednak zwolennikiem przymuszania córki do pewnych kwestii, chyba że jest to sprawa jej życia lub zdrowia. Udało mi się bez płaczą i za zgodą córki pożegnać smoczek, co wielu osobom wydawało się niemożliwe. Pisałam o tym więcej w tym artykule.
Mam to szczęście, że pracuje w domu i jestem w stanie zrezygnować z przedszkola, jeśli córka nie zdecyduje się do niego wrócić. Wiem, że większość rodziców nie ma takiej możliwości, ale nie jestem w stanie zaakceptować siłowego odrywania dziecka od mamy czy taty, co niestety zdarza się bardzo często w przedszkolach i jest traktowane, jako coś normalnego i naturalnego.
Przez COVID nie ma teraz w przedszkolach porządnej adaptacji, co nie sprzyja naszym dzieciom. Jestem przekonana, że gdyby mogła razem z córką uczestniczyć w normalnej, powolnej adaptacji, nadal chodziłaby do przedszkola.
Mam jednak wrażenie, że córka za rok, a może jeszcze wcześniej sama powróci do tematu i będzie chciała chodzić do przedszkola i wtedy spokojnie postaram się znaleźć przedszkole, które będzie dla niej odpowiednie. Na razie potrzebuje mojej obecności i zamierzam jej ją dać.