Emilek w końcu zagościł w naszym domu! Czekaliśmy na ten moment bardzo długo, dlatego gdy nadszedł dzień odbioru, wszystkim towarzyszyły ogromne emocje i podekscytowanie. Wyposażeni w transporterek, wyruszyliśmy do hodowcy po naszego nowego członka rodziny. Na miejscu zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci. Hodowca okazał się niezwykle miły i chętnie opowiadał o króliczku, odpowiadając na wszystkie nasze pytania. Otrzymaliśmy również wyprawkę z karmą i smaczkami. Miłym zaskoczeniem były nożyczki do pielęgnacji, o których wspominałam wcześniej podczas rozmowy, że jeszcze ich nie mamy. O to jak wygląda u nas adaptacja królika Mini Lop!

Kalafior w tej wersji smakuje zupełnie inaczej niż gotowany. Po upieczeniu staje się chrupiący z zewnątrz, miękki i delikatny w środku, a parmezan dodaje mu wyjątkowego aromatu oraz wyrazistego smaku.
To nie tylko pyszna, ale również wartościowa propozycja. Kalafior jest bogaty w błonnik, witaminę C i antyoksydanty, a dodatek oliwy z oliwek dostarcza zdrowych tłuszczów. Parmezan wzbogaca danie o porcję białka i wapnia, dzięki czemu całość jest bardziej sycąca.
U nas najczęściej pojawia się jako dodatek do kolacji lub obiadu, ale równie dobrze sprawdzi się jako samodzielny, lekki posiłek.
Adaptacja królika Mini Lop – dwa pierwsze dni
Cały czas karmimy Emila wyłącznie tym, co otrzymaliśmy od hodowcy: sianem, granulatem i ziołami. Nie chcemy dodatkowo obciążać jego układu pokarmowego. Sama zmiana miejsca zamieszkania oraz podróż są dla niego wystarczająco stresujące.
Po przyjeździe do domu Emil został umieszczony w swojej klatce. Hodowca zasugerował, aby od razu postawić go na kuwecie, nad którą zamocowaliśmy paśnik z sianem. Przez pierwsze kilka godzin króliczek praktycznie nie opuszczał tego miejsca. Na zmianę podjadał siano i drzemał, obserwując nowe otoczenie.

Miał również problem z wyjściem z kuwety, dlatego postawiliśmy mu kartonowe pudełeczko, które ułatwiło mu wyjście. Kiedy Emil w końcu zszedł z kuwety, zaczął buszować po klatce. Poznawał nowe zakamarki i chętnie dawał się głaskać.
Nasza córka była zachwycona króliczkiem, choć jednocześnie odrobinę rozczarowana. Od samego początku marzyła o tym, żeby brać go na ręce i przytulać. My jednak postanowiliśmy dać Emilowi czas na spokojną aklimatyzację w nowym domu. Chcemy, aby sam nabrał do nas zaufania i wyszedł do nas wtedy, gdy będzie na to gotowy.
Pierwsza noc
Noc spędził na górnej półce, będącej dachem jego kryjówki. Zaglądałam do niego kilka razy. Cały czas zachowywał się spokojnie i pozostawał w tym samym miejscu.
Rano z ochotą zszedł z półki na śniadanie, czyli porcję ziół podaną w miseczce. Potem schował się w domku i spędził tam większość przedpołudnia. Trochę martwiliśmy się, czy na pewno dobrze się czuje, ale gdy wyszedł, wyglądał na zadowolonego. Zjadł, skorzystał z kuwety i ponownie udał się na drzemkę.
Drugiego dnia zrobiliśmy w klatce małą modyfikację. Postanowiliśmy wyjąć plastikowy podest i zastąpić go drewnianym domkiem z dwoma wyjściami. Dzięki temu znacznie łatwiej jest nam teraz obserwować królika. Wciąż dobrze się jeszcze nie znamy, dlatego wolę mieć go na oku na wypadek, gdyby gorzej się poczuł.
Mimo że klatka jest cały czas otwarta, nasz Emilek nie próbował jeszcze z niej wyjść. Najwyraźniej potrzebuje więcej czasu, aby poczuć się pewnie w nowym otoczeniu.
Jeśli chcecie poczytać o wyprawce dla królika zajrzyjcie tu, a jeśli o tym dlaczego, to właśnie królik, a nie pies albo kot zamieszkał w naszym domu przeczytacie tu.